Nerth

Obraz autorstwa: freepik

1 Ael’Thari

Sandy / 08 grudnia 2025 / Kategorie:

Piaskowe Drzewo okazało się tego ranka łaskawe. Trzydniowa burza piaskowa ucichła, a ludzie w obozie przystąpili do powrotu do normalnej codzienności. Słyszałam ich zza tkanin namiotu, ich rozmowy i śmiechy. Burze piaskowe potrafią trwać dłużej niż ta, która dotknęła nas w ubiegłych dniach. Dziękować Piaskowemu Drzewu za ułaskawienie naszych ziem, pomyślałam, ubierając się i przygotowując do wyjścia na zewnątrz.

Na moment zatrzymałam się przy otwartej szkatułce z drobiazgami. Była pełna kolorowych koralików i innych zawieszek, które wykorzystywane były do wykonania długich ozdób na rzemyku. Później zawieszaliśmy je na gałęziach Piaskowego Drzewa. Symbolizowały one przeróżne wydarzenia: od narodzin, ślubów, pierwszych Falkanów aż po dni śmierci. Były naszymi pamiętnikami zawieszonymi w koronie naszego drzewa.

Powietrze w namiocie było ciężkie od zapachu pyłu, który jeszcze nie zdążył do końca osiąść po burzy. Przypomniał mi się zapach pustyni: suchy, gryzący w gardło. Wspominałam chwile, gdy ojciec opowiadał nam o Piaskowym Drzewie, jedynym świadku dawnych bitew. Podobno duch tego drzewa ostrzega klany przed niebezpieczeństwami. Choć od dekad milczy, legenda wciąż do nas przemawia. Zawsze słuchałam tych opowieści, jakby były najświętszym prawem.

Tęskniłam za braćmi tak mocno, że aż coś ściskało mnie od środka. Niejednokrotnie wyobrażałam sobie, że jestem tam z nimi, na patrolu, w pędzie Falkanów, wśród świszczącego wiatru. Sama nie byłam pewna, czy to tęsknota, czy zazdrość. Chciałam być taka jak ojciec. Jego cień, jego drugi krok. Lecz dla kobiet istniało tylko gotowanie, szycie, pilnowanie młodszych i nieczęsta pomoc przy polowaniach, dosiadając zwykłych kuców. Czasem, kiedy siedziałam przy palenisku, czułam, jakby moje miejsce było gdzieś dalej, gdzieś w odległej krainie. Jakbym tutaj nie wykorzystywała swojej pełnej siły. Wiedziałam jednak, że żadne marzenie nie przeważy tradycji. Przynajmniej nie teraz. Ale wiedziałam też, że Piaskowe Drzewo nie jest stronnicze. Nigdy takie nie było w opowiadaniach. Więc pozwalałam sobie marzyć.

Tuż przed wyjściem założyłam na nadgarstki dwie złote bransolety, podarek od ojca, tuż przed moim pierwszym polowaniem na karibu. Sukcesywnie rozłożyłam pułapki, podczas gdy mój ojciec wraz z braćmi przepędzali bydło, gnając na grzbietach Falkanów. Obóz miał pożywienie aż do końca fali największych upałów. Chociaż nie uznano, że była to w pełni moja zasługa to i tak długo byłam z siebie dumna.

***

Słońce poraziło mnie w oczy, gdy odsunęłam płachtę okrywającą łuk wejściowy do mojego rodzinnego namiotu. Zakryłam twarz chustą i ruszyłam w kierunku zadaszonego miejsca na środku obozu. Tam gdzie kobiety przygotowywały posiłki. Gdy przechodziłam między namiotami, mijałam ludzi ubranych w stroje ozdobione wzorami klanowymi. Każdy znak miał znaczenie. Trójkątne linie symbolizowały siłę pustynnych wiatrów, zygzak oznaczał drogę wyboru Falkana, a okręgi na ramionach kobiet znaczyły ochronę ogniska. Moja matka malowała takie symbole na moich chustach od dziecka, twierdząc, że strzegą przed klątwami.

Czułam na stopach szorstkość piasku wciskającego się pomiędzy moje skórzane buty. Nawet po burzy wszystko drapało, powietrze, ubrania, ziemia. Ale taki był nasz dom. Twardy, suchy i piękny w swoim bezlitosnym rytmie.

Tu żyją Rin’Ka. Klany Ael'Thari.

Nie zajęło mi długo odnalezienie matki. Rozmawiała z moim młodszym bratem, jednym z trojga. Pozostali wyruszyli wraz z ojcem patrolować okolicę. Ojciec był prawą ręką wodza Klanu Szarego Wilka. Wódz Ikira często wysyłał go na prerie, by dopilnowywał bezpieczeństwa i szkolił następców.

Przez ostatnie lata sąsiadujemy z dwoma innymi klanami: Klanem Czerwonego Cienia oraz Klanem Orła. Różnimy się między sobą stylem ubioru, walki oraz Falkanami. Nasz klan posiada jednych z najlepszych wojowników tych ziem.

Matka głośno stukała metalową chochlą o gar zawieszony nad paleniskiem i stanowczo przekazywała mojemu bratu swoje racje. Podchodząc bliżej, usłyszałam, o czym mówi.

– Ojciec powtarzał że jesteś jeszcze za młody, by dosiąść własnego Falkana! – wykrzyczała, kolejny raz uderzając w metal.

– Jestem silniejszy, niż mu się wydaje. Mógłbym dokonać tego nawet dziś, ale on nigdy nie ma czasu – odpowiedział Azriel, wskazując palcem na bramy obozu.

Kiedy usiadłam obok matki, kobieta spojrzała na mnie i skinęła głową na powitanie.

– Zuleika. – moje imię wymawiała z ciężkim akcentem pochodzącym od górskich klanów.

Brat, zauważywszy, że matka nie poświęca mu już uwagi, odwrócił się na pięcie. Wychodząc spod zadaszonej kuchni, wywrócił stojak z naostrzonymi kijami. Matka rzuciła metalową chochlą o kamienny blat tuż obok paleniska.

– Nieposłuszne dziecko – wysyczała, poprawiając okrycie głowy.

Miała na sobie piękną, zielono-złotą narzutę, a na głowie zielonkawą, przezroczystą chustę. Zerkałam tylko na nią, zabierając się za dorabianie kolejnych placków, na które ciasto kobieta wyrobiła już wcześniej.

Po chwili z obu wież obserwacyjnych, stojących nieopodal głównego namiotu wodza, wydobył się dźwięk gwizdu. Znak, że ktoś zbliża się do bram. Mój ojciec wraz z braćmi wrócili z patrolu. Podniosłam wzrok, przyglądając się, jak zsiadają z Falkanów. Zwierzęta, bardzo przypominające konie, lecz o rozmiar od nich większe, odeszły od jeźdźców prosto do poidła stojącego obok głównej bramy. Niosły za sobą stukot masywnych kopyt. Ojciec uniósł dłoń w naszą stronę, na co obie skinęłyśmy głowami. Mężczyźni udali się do głównego namiotu, by zdać raport.

– Twój najmłodszy brat chciał im dziś towarzyszyć – zaczęła wstając. – Wymknął się za nimi, ale został przyłapany przez strażnika i zawrócony. – Pokiwała głową i zdjęła jeden z zawieszonych nad naszymi głowami dzbanów.

–Pewnie czuje się wykluczony – odpowiedziałam.

– A my co mamy powiedzieć? My nigdy nie dostałyśmy od losu szansy, by dosiąść własnego Falkana. – Uniosła palec. – On jedynie musi wykazać się odrobiną cierpliwości.

Zdjęła dzban z uchwytu i udała się do wyjścia.

– Przypilnuj paleniska – powiedziała jeszcze, zanim wyszła.

Siedziałam, wyrabiając kolejne placki i co jakiś czas szturchając palenisko. Skwar był nie do wytrzymania, biorąc pod uwagę słońce i ogień, przy którym musiałam siedzieć. Czasem, kiedy skwar był tak silny jak dziś, wyobrażałam sobie, że leżę na tafli chłodnego jeziora. Słyszę stukot kopyt o twardą ziemię, czuję zapach rozgrzanego piachu i pustynnego kurzu, który unosi się wokół mnie jak smuga ognia.

Gdyby Piaskowe Drzewo mogło mnie wysłuchać choć raz, poprosiłabym je o jeden dzień wolności. Jeden pęd, jedną trasę pośród wydm. Ale prośby tonęły w piasku szybciej, niż stopy dziecka. Tak mawiała matka.

Kątem oka obserwowałam wejście do głównego namiotu i wyczekiwałam, aż zasłona się uniesie. Kiedy tak się stało, jako pierwszy wyszedł wódz Ikira, a tuż za nim mój ojciec wraz z trzema braćmi.

Chwilę później zabrzmiał dźwięk bębnów, co oznaczało zebranie obozowe. Ogłoszenie wieści. Przemowa wodza.

Pospiesznie zgasiłam palenisko kanką wody i rozproszyłam popiół. Wstałam i otrzepałam kolana z resztek piasku, po czym udałam się w stronę odgłosów bębnów. W drodze dołączyła do mnie matka wraz z młodszym bratem, który wyglądał, jak gdyby przed chwilą płakał.

Klan zebrał się wokół wodza Ikira i uważnie czekał na przemowę. Wódz przystanął, opierając się o kij przypominający wielką strzałę zakończoną piórami, po czym zaczął mówić.

– Drodzy Rin'Ka. Zwiadowca Ibrahim wraz ze swymi dwoma synami wrócili z niepokojącymi wieściami, które bez zwłoki powinny zostać wam przekazane.

Złapałam matkę za ramię i spojrzałam na ojca, który wpatrzony był w wodza.

– Ludzie z ziem zachodnio-południowych wybudowali fort tuż przy wyjściu rzeki spod gór. Wycięli kolejne drzewa i tym też spłoszyli stada Falkanów – kontynuował. – Jest to naruszenie naszych reguł i traktatu z nimi zawartego, co czyni ich od tego dnia uważnie obserwowanymi.

Tłum westchnął jednocześnie, jak jeden organizm, i zaczął rozmowy. Wódz dał im chwilę, lecz niedługą.

– Nie ma powodów do paniki, lecz musimy bronić tego, co nasze, póki nie wezmą zbyt wiele i nie będą przekonani, iż te ziemie lub co gorsza Falkany, należą do nich. – Uderzył kijem o grunt.

Tłum znów wydał dźwięk, tym razem głośniejszy. Dźwięk aprobaty.

– Wszyscy mężczyźni niech niezwłocznie wstawią się do Ibrahima. Resztę dowiedzą się od niego. – Zakończył przemowę uniesieniem pięści, na co tłum odpowiedział tym samym.

Odwróciłam się do matki i brata, a potem w stronę ojca. Czy to oznaczało, że jesteśmy w niebezpieczeństwie? Dlaczego Piaskowe Drzewo nawet nie drgnęło?

Tłum zaczął się rozchodzić, ale ja wciąż stałam w miejscu. W mojej piersi narastał niepokój, coś ciężkiego i gorzkiego. Słowa wodza odbijały się we mnie jak bębny ceremonialne. Konflikt na ziemiach Ael’Thari. Mówiono, że gdy w powietrzu unosi się zapach spalonego drewna, to duch Pustynnego drzewa ostrzega plemię przed złem. A ja dziś rano wyczułam ten zapach. Ledwie, ale prawdziwie. Czyżby to było to?

Spojrzałam na ojca. Jego twarz była twardsza niż skała, a cień Falkana, kruczoczarnego ogiera, tańczył za nim jak omen. Wtedy dopiero zrozumiałam, że świat, który znałam, właśnie zaczął się zmieniać.

...

Po zachodzie, na pustynnym obozowisku rozbrzmiewał tępy rytm kroków. Wojownicy Rin'Ka ustawieni w rzędach uderzali drewnianymi kijami o tarcze ze skóry, wzbijając w powietrze kurz i zapach potu. Kolejni ćwiczyli strzelanie z łuku. To ostatnie było moim ulubionym. Ćwiczyłam łucznictwo bardzo często z najstarszym bratem, Rowan był mistrzem łuku w naszym klanie.

Stałam na skraju placu treningowego, skulona przy jednym z namiotów, jak cień ukryty w cieniu. Serce biło mi tak, jakby chciało wyrwać się naprzód. Tam, gdzie maszerowali moi bracia. Silni, pewni siebie. Każdy ich gest odbijał się w oczach młodszych wojowników niczym znak, niczym obietnica zwycięstwa.

Dlaczego ja nie mogę? pytałam w myślach z goryczą.

Czułam na sobie spojrzenia starszyzny mówiące kobiety rodzą, nie walczą. Te słowa uginały dumę bardziej niż najcięższa włócznia. Matka powtarzała mi, że to stare zwyczaje, ale nie można się im sprzeciwiać. Nie teraz. Trzeba być tylko pewnym przekonania, że w przyszłości stworzymy pokolenie równe sobie.

Strach przed wrogiem ściągał mi ramiona, a jednocześnie rozpalał we mnie ogień, którego nie potrafiłam ugasić. Ogniem tym była myśl. Myśl, że może w obliczu zagrożenia potrzebna by była większa liczba gotowych do walki, że wtedy rozważyli by moją prośbę.

...

Gdy wojownicy odchodzili kolejno od treningu, kobiety zebrały się wokół ogniska. Dym pachniał jałowcem i rozgrzaną ziemią, a iskry tańczyły w górze jak świetliki wspinające się do gwiazd.

Szamanka klanu uniosła dłonie ku niebu i rozpoczęła opowieść. Jej głos brzmiał jak starszy instrument.

Dawno temu Piaskowe Drzewo przemawiało w snach do naszych przodków…

Piaskowe Drzewo było tylko jednym, samotnym pniem pośrodku pustyni. Martwe od pokoleń, a jednak żywe w opowieściach. Mówiło się, że duch drzewa przychodzi w snach do tych, którzy zgubili swoją ścieżkę. Jego gałęzie, choć niewidoczne, miały otaczać wojowników niczym cień potężnego strażnika. A zawieszone na nim korale przypominały o naszych najważniejszych wydarzeniach.

Wierzyłam, że kiedy stanę się gotowa, drzewo przemówi także do mnie. Lecz póki to się stanie, będę nosić mu wodę, jako dar dla przodków. Wyglądało na zupełnie wyschnięte i nie rozumiałam dlaczego inni na to nie wpadli.

Jednym uchem wciąż słuchałam szamanki, drugim rejestrowałam stukot kopyt. Falkany niespokojnie poruszały się w zagrodach, jakby i one czuły napięcie nadchodzących dni.

Odsunęłam się cicho, tak aby piasek nie zaszurał pod stopami i by matka nie zauważyła, że się oddalam. Gwar rozmowy, śmiechy dzieci i trzask płonącego drewna szybko ucichły za moimi plecami, kiedy weszłam do rodzinnego namiotu. Ale tylko po to, by zabrać mój łuk i od razu, niezauważalnie, znów wyjść. Rowan i Kallias już spali a Azriel był pewnie z ojcem.

Noc była przyjemnie chłodna, a każdy podmuch wiatru niósł zapach końskiej sierści i suchej trawy ułożonej w ich zagrodach. Zarzuciłam chustę, okrywając połowicznie twarz. Falkany, dumne, o smukłych szyjach i różnorodnych maściach połyskujących jak srebro pod nocnym niebem, stały drzemiąc w zagrodach. Wymknęłam się sprytnie, omijając straż.

Następna historia: 2 Ael’Thari