1 Zagubiona Łowczyni
Świat się kurczył. Dafne próbowała nie zamykać oczu ale z każdą sekundą powieki stawały się coraz cięższe. Słyszała swój świszczący oddech, a w oddali ciche skomlenie Harkensa, w rzeczywistości głośne i zdesperowane. Nie zasypiaj - szeptała do siebie w myślach - nie możesz zasnąć.
- Ha..., Hark..., pomoc. Znajdź pomoc.
Po ostatnim słowie jej usta przyprószyła mgiełka krwi, a Dafne spowiła ciemność.
***
Carra obudziła się z krzykiem i wyskoczyła z łóżka jak wystrzelona z procy. Narzuciwszy na siebie szybko płaszcz i włożywszy niedbale buty wybiegła w stronę strażnicy. Nim do niej dotarła dostrzegła zamieszanie w pobliżu wejścia do zakonu Sióstr Zorianek. Wyraźnie widziała ciało leżące na koniu i zsiadającego w pośpiechu mężczyznę, patrząc po rozmiarze musiał to być Florian - szef straży był najroślejszym człowiekiem jakiego wróżbitka widziała w swoim życiu, zarówno cielesnym, jak i duchowym. To tylko potwierdziło mój sen - pomyślała z niesmakiem i wróciła do swoich komnat. Nikt nie potrzebował usłyszeć wieści, która już została do niego dostarczona.
Obawiała się, że sen nie nadejdzie ale ledwo przyłożyła głowę do poduszki, a już spała. Sny były dzikie, niezrozumiałe, pewne sprzeczności. Wszystkie były o młodej łowczyni. Carra czuła, że to duchy kłócą się o jej duszę z uzdrowicielkami. Kilkukrotnie wierzgnęła w łóżku widząc jak zimna ręka śmierci zaciska się na gardle Dafne. Nagle daleko, poza planem dostrzegła cień, cień, którego miała nadzieję już nigdy w życiu nie zobaczyć. Wkrótce postać, która go rzucała wysunęła się na pierwszy plan, powodując pierzchnięcie wszystkich duchów. Śmierć podniosła jedną brew do góry, dziwiąc się tej interwencji, nie odezwała się jednak. Tęsknie patrząc na młodą dziewczynę pochyliła się przez tajemniczą postacią i zniknęła. Wróżbitka nie musiała widzieć jej twarzy, Garmoth, Pan Ciemności oto stał nad duszą i ciałem Dafne, podejmując decyzję, że musi przeżyć. Nagle odwrócił się i spojrzał wprost na Carrę wykrzywiając twarz w strasznym grymasie, imitującym uśmiech.
***
Tym razem wybudzenie się było bardziej łagodne. Carra jednak nie czuła się dużo lepiej. Wciąż czuła na sobie spojrzenie Garmotha, bóstwa tak strasznego i tak starożytnego, że sama śmierć czuła przed nim respekt. Próbowała dociec jaki interes miał on w utrzymaniu przy życiu Dafne i jakie będzie miało to skutki dla Białogrodu, a może i dla całej krainy. Dla sił wyższych dusza ludzka znaczy tyle, co dla człowieka ziarnko piasku. Jeżeli sam Pan Ciemności zainteresował się duszą dziewczyny to nie mogło oznaczać nic dobrego.
- Cóżeś uczyniła w dziczy dziewczyno - szeptała do siebie, ubierając się - czyżbyś obudziła to, co nie powinno być budzone?
***
Jane siedziała na krześle ledwo żywa. Oddychała ciężko, a ręce od dłoni aż po same łokcie miała we krwi. Nie lepiej prezentował się jej fartuch.
- Żyje - powiedziała cicho - będzie żyła
Siostra przełożona Cecylia spojrzała na nią z uznaniem.
- Dobrze się spisałaś Jane ale szwy mogłyby być lepsze. Zobacz o tutaj - wskazała palcem na te poniżej pępka - niechlujna robota, bez magii się nie obędzie, aby ta blizna zniknęła.
To mówiąc siostra przełożona zostawiła młodą adeptkę samą ze śpiącą pacjentką.
Niechlujne? Ach co ta zasuszona starucha może wiedzieć. Nie widziała jak ta dziewczyna wyglądała w nocy. A kto pośpieszył żeby jej pomóc? No kto?! Oczywiście, że wielka siostra przełożona nie będzie wstawała w środku nocy do zwykłej łowczyni. Kto by sobie zawracał głowę plebsem. Zawsze to mnie wysyłają do czarnej roboty.
Spojrzała jednak z niesmakiem na wskazane miejsce i przyznała, że Cecylia miała jednak rację. Szef faktycznie był niechlujny. Wprawdzie był to jeden z ostatnich ale i tak. Ręka jej się lekko trzęsła pod koniec operacji, która notabene trwała aż do bladego świtu.
Mogłam użyć run, mogłam... Nie! Nie mogłam. Wygnałyby mnie. Dostrzegły by starożytną magię. Mama mówiła "Runy są niebezpieczne". Co ona wiedziała? Co wiedzą te staruchy?
Ale nie mogła zostać wyrzucona z zakonu, nie teraz kiedy jest tak blisko opanowania zapomnianej już sztuki leczenia. Spojrzała na lekko unoszącą się pierś Dafne i poczuła dumę. To ONA ją uratowała.
***
- Biegłam do was w środku nocy wybudzona senną przepowiednią, że ta dziewczyna została ranna. Chciałam błagać straż o pomoc, o wysłanie kogokolwiek, aby ją uratował ale kiedy biegłam w ich stronę dostrzegłam, że ona już u was jest.
- Starzejesz się droga Carro - zaśmiała się Cecylia, nalewając napar z rumianku do dwóch czarek - przepowiednia przychodząca po fakcie? Czyżby Twoje trzecie oko zrobiło się ospałe?
- Drwij do woli Cecylio, wiesz dobrze, że to tak nie działa. Bogini zsyła na mnie swoje zrozumienie kiedy uzna to za stosowne. Nie mnie decydować kiedy to nastąpi.
- Oj dobrze już, dobrze. Wiesz doskonale, że uwielbiam z Ciebie dworować. To jedna z wielu przyjemności jakie daje mi nasza przyjaźń. Ciekawi mnie jednak czemóż to Ty, wielka wróżbitka Białogrodu, widząca, miałabyś błagać o uratowanie życia zwykłej łowczyni?
- Nie wiem, też nie mogę tego zrozumieć. Przepowiednia o jej śmierci i katastrofalnych skutkach tego zdarzenia spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Chociaż przyznam się, że znam tę dziewczynę. Dafne, prawda? Przyszła do mnie kilka dni temu, pytając o rzeczy, o które od wieków nie pytano. Nie, nie patrz tak na mnie. Nie mogę Ci powiedzieć o co chodzi. Twój zakon ma swoje tajemnice, a ja mam swoje. Nie dla twoich uszu ta wiedza. Obawiam się, że stało się coś strasznego droga Cecylio. Obudzono zło i nie jestem pewna jaką rolę odegrała w tym ta młódka ale jej przeżycie jest teraz kluczowe. Wyruszam w drogę. Muszę zwołać zgromadzenie sióstr i braci. Musimy się naradzić w tej sprawie. Wrócę przed kolejną pełnią. Bywaj zdrowa.
Carra upiła ostatni łyk naparu i już miała wychodzić ale spytała, niby od niechcenia:
- Dobrze widziałam, że to Florian ją przyprowadził?
- Oczy cię nie oszukały staruszko. Wygląda na to, że nasz kapitan straży darzy uczuciami tę małą, a przynajmniej tak plotkują moje adeptki. Oczywiście ja nie pochwalam żadnej formy plotek.
- Oczywiście - zamruczała bardziej do siebie Carra i wyszła. Coś nie dawało jej spokoju. Gdy tylko wróciła do siebie zaczęła szukać źródła niepokoju w księgach.